Arka Gdynia przegrała mecz wyjazdowy ze Stomilem 0:1. Można wręcz powiedzieć, że przegrała go na własne życzenie. Przez prawie całe 90 minut była stroną przeważającą, ilość strzałów i posiadanie piłki było po jej stronie. Jednak co z tego, jeśli Stomil nie oddał ani jednego strzału na bramkę, a prowadził 1:0 po trafieniu samobójczym Łukasza Kowalskiego, który w 23 minucie meczu skierował piłkę do własnej siatki, przy czym można odnotować to, iż Łukasz Skowron mimo wszystko mógł się lepiej zachować w tej sytuacji. 

Zaraz po straconej bramce Arkowcy ruszyli do odrabiania strat, jednak nie potrafili wykonać ostatniego podania, a jeśli zostało już ono wykonane, piłkarze żółto-niebieskich nie potrafili wykorzystać swoich sytuacji, często piłka gdzieś im uciekała, albo też oddawali strzały niecelne. No właśnie, tych piłkarze z Gdyni oddali całkiem sporo, tak naprawdę Piotr Skiba bardzo rzadko miał okazję do wykazania się, głównie podczas wyłapywania piłki po nieudanych zagraniach ze stałych fragmentów gry, które Arce zdecydowanie również nie wychodziły.

Dużo wiatru na prawym skrzydle robił wypożyczony z Legii Warszawa 19-letni Aleksander Jagiełło, lecz przeważnie niezbyt wiele z tego wynikało. Arka zepchnęła Stomil do głębokiej defensywy, lecz nie potrafiła tego wykorzystać. Ofensywnym formacjom gdynian brakowało pomysłu, niesamowicie słabo grał ofensywny pomocnik Grzegorz Lech, który miał kreować grę żółto-niebieskich. Rozegranie wziął na swoje barki doświadczony pomocnik Bartosz Ława, jednak sami koledzy nie zawsze wychodzili na wolne pozycje, w które mógłby skierować piłkę.

Co do samego Lecha, który przez dziesięć sezonów grał w Olsztynie, przy każdym niemal kontakcie z piłką był wygwizdywany, szczególnie przy rzutach rożnych, które egzekwował, a które ewidentnie nie były domeną Arkowców w tym meczu. Gdynianie tylko raz stworzyli zagrożenie po rzucie rożnym, kiedy ich kapitan Krzysztof Sobieraj oddał niecelny strzał. Mimo, iż jest stoperem, w drugiej połowie zajął się wspomaganiem kolegów w ofensywie, lecz niewiele z tego wynikło. 

Kilka razy piłkarze Stomilu wyprowadzali bardzo groźne kontry po ryzykownych zagraniach żółto-niebieskich, jednak niesamowitą nieskutecznością „popisywał się” trzykrotnie Piotr Darmochwał. Tak po prawdzie, Stomil stworzył dwa razy więcej klarownych sytuacji do zdobycia bramki niż Arka. Najlepszą sytuacją gdynian, którą można by było nazwać akcją kolejki, gdyby zakończyła się bramką, było „sombrero”, które założył jednemu z obrońców Stomilu Jagiełło w 42 minucie. Wielka szkoda, że piłkę zdążył wybić inny obrońca, a dokładniej Dawid Szymonowicz, który rozegrał tamtego dnia dobre zawody. Jagiełło był bezsprzecznie najjaśniejszym ogniwem Arki na boisku, niezrozumiała jest więc decyzja trenera Dariusza Dźwigały, który zdjął go w 56 minucie, wprowadzając Antonio Calderona, który niczego nie pokazał.

 

Podsumowując, Arka przegrała ten mecz na własne życzenie. Stomil nie był zespołem, który nie byłby do ogrania, Wystarczyło może trochę więcej szczęścia, albo chłodnej głowy? Miejmy nadzieję, że za tydzień, kiedy Arka podejmie Widzew Łodź, rezultat będzie korzystniejszy.

 

Stomil Olsztyn – Arka Gdynia 1:0 (1:0)

1:0 Kowalski (23-sam.)

 

Stomil: Skiba – Bucholc, Berezowskij, Szymonowicz, Wełna, Wełnicki (56. Czarnecki), Darmochwał, Piotr Głowacki (76. Koval), Jegliński, Marchulenko, Meskhiia (71. Paweł Głowacki)

 

Arka: Skowron – Kowalski (53. Glauber), Marcjanik, Sobieraj, Warcholak – Jagiełło (56. Calderon), Ława, Łukasiewicz, Lech (69. Nalepa), Wojowski – Abbott

 

Żółte kartki: Wełna (Stomil) – Nalepa (Arka)

 

Sędzia: Artur Aluszyk (Szczecin)

 

Widzów: 2100

 

 

 

Aleksander PISAREK

na podstawie relacji telewizyjnej w Orange Sport

Foto: www.arka.gdynia.pl

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *