Trzeci z kolei, a w całym sezonie siódmy, mecz w lidze (i jeden w Pucharze Polski) gdyńska Arka kończyła w 10. I po raz szósty nie przegrała. Ze statystyk wynika, że w co piątym meczu piłkarz gdynian oglądał czerwony kartonik. Paradoksalnie jednak Arka zdobyła w tych siedmiu meczach 14 punktów. Gdyby taką skutecznością wykazała się w pozostałych meczach, w których grała pełnym składem dziś świętowałaby awans! Może trzeba było od razu zaczynać spotkania w 10.? Ale żarty na bok. Nie do śmiechu wszak gdyńskim kibicom, kiedy po raz kolejny marzenie o Ekstraklasie zostaje zaprzepaszczone. Zabrakło głupio straconych punktów, zwłaszcza w meczach u siebie z Energetykiem ROW Rybnik, Termalicą i Okocimskim Brzesko. Oczywiście zespół osłabiły liczne w tym sezonie kontuzje, nie mniej jednak okazało się, że ławka Arki jest wyjątkowo krótka. Nie ma zmienników i w tym należy upatrywać jednej z przyczyn przegranego sezonu.

Ostatni domowy mecz z Olimpią Grudziądz dobitnie to pokazał. Brak Mateusza Szwocha i Michała Rzuchowskiego, rzucał się w oczy aż nadto. Żółto-niebiescy nie potrafili skonstruować praktycznie żadnej akcji zaczepnej. Nie oddali ani jednego celnego strzału w światło bramki (nie licząc dwóch „podań do bramkarza”) praktycznie do 89 minuty meczu. Goście natomiast grali pewnie w obronie i raz po raz nękali gdyńską obronę groźnymi kontratakami. Po jednej z takich akcji Michał Szromnik przed polem karnym sfaulował szarżującego Marcina Smolińskiego i mimo iż za plecami bramkarza Arki wbiegali w szesnastkę dwaj obrońcy sędzia nie miał wątpliwości i w 32 minucie usunął go z placu gry. Jakub Miszczuk, który stanął w gdyńskiej bramce nie zdążył się jeszcze dobrze rozgrzać, gdy musiał wyjąć piłkę z siatki. Smoliński w 44 minucie wymienił piłkę z Maciejem Rogalskim i Marcinem Woźniakiem, od którego dostał ją po chwili „na tacy” na 10 metr, wystarczyło tylko dopełnić formalności. W doliczonym czasie pierwszej połowy siły na boisku się wyrównały, po czerwonej kartce Adriana Bielawskiego, ale wiele to nie zmieniło. Tymczasem w Stróżach od 9 minuty GKS Bełchatów prowadził 1:0, co bez względu na wynik Arki dawało „brunatnym” awans.

W drugiej odsłonie spotkania arkowcy zdobyli optyczną przewgę, jednak ich akcje nadal pozbawione były jakiejś myśli przewodniej. Jeśli dochodzili do strzału, to piłka mijała bramkę w dość bezpiecznej dla Daniela Osieckiego odległości. Czas upływał, a nic nie wskazywało, by cokolwiek miało się w tym meczu zmienić. W 69 minucie Piotr Rzepka wprowadził Arkadiusza Aleksandera. Głodny gry napastnik wniósł na boisko trochę zamieszania, mógł nawet pokusić się o zmianę wyniku.

Kiedy już wydawało się, że Arka przegra ten mecz, Bartosz Ślusarski wyrzucony dalekim podaniem w narożnik boiska, podciąga około 2-3 metry i potężnym „rogalem” przelobowuje Osieckiego i umieszcza piłkę w siatce Olimpii. Kilka chwil wcześniej ten sam zawodnik minimalnie pomylił się z rzutu wolnego z ok. 18 m (na zdjęciu górnym). Arka obroniła honor, ale do Ekstraklasy awansowali bełchatowianie.

 

Dariusz Kubicki (Olimpia): – Jestem bardzo zadowolony ze swojego zespołu. Grali tak jak bym sobie tego życzył przez większą cześć meczu. W końcówce podarowali młodzieży Arki 1 punkt. Kuriozalna bramka z gatunku takich, które częściej zobaczyć można w III czy IV lidze. Żałuję, że nie wyjeżdżamy stąd z pełną pulą. Taki jest sport i takie nieprzewidywalne sytuacje czasami się zdarzają.

 

Piotr Rzepka (Arka) – Nie jestem zadowolony z tego remisu. Raz, że graliśmy u siebie, a dwa, że po raz kolejny tracimy zawodnika i trzeci raz z rzędu gramy w osłabieniu. Ostatnie mecze kosztowały nas dużo siły i dzisiaj nam tego „piłkarskiego paliwa” zabrakło. Olimpia jest na tyle doświadczonym zespołem, że potrafiła to wykorzystać. W końcówce pierwszej połowy strzeliła na 1:0 i wiadomo było, że będą ten wynik „konsumować”, a nam będzie się grało ciężej. 

Nie jest łatwo trzeci raz z rzędu grać 10 na 11, zwłaszcza z takim zespołem jak Olimpia. U nas brakowało trzech zawodników.  Jednak do końca chcieliśmy grać, nie słuchaliśmy jaki jest wynik w Stróżach. Po meczu każdy zawodnik musi stanąć przed lustrem i powiedzieć, że zrobił wszystko, co mógł. Większość z moich zawodników może to uczynić. Trzeba powoli konstruować wnioski. Sezon się kończy, awansu nie ma. 

Drużyna pokazała po raz kolejny, że ma potencjał. Żałuję rzutu wolnego Bartka, za chwilę jednak pada bramka „stadiony świata”. Po to się m.in. chodzi na stadiony, żeby oglądać takie gole. 

Arka Gdynia – Olimpia Grudziądz 1:1 (0:1)

0:1 – Smoliński 44′
1:1 – Ślusarski 89′

Składy: 

Arka Gdynia: Szromnik – Cichocki (68′ Aleksander), Jarzębowski, Juraszek, Oleksy – Pruchnik, Kowalski, Koziara (36′ Miszczuk), Wojowski (56′ Sulewski) – Szubert, Ślusarski.

Olimpia Grudziądz: Osiecki – Bielawski, Łabędzki, Piter-Bućko, Woźniak – Kłus, Smoliński (85′ Ruszkul) – Szczot (90+1′ Banasiak), Rogalski, Cieśliński – Kowalczyk (72′ Suchocki).

Czerwone kartki: Szromnik /32′, za faul (Arka) oraz Bielawski /45+3′, za faul/ (Olimpia).

 

Żółte kartki: Sulewski, Ślusarski (Arka) oraz Woźniak, Szczot (Olimpia).

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).

 

Widzów: 4487.

 

 

Ziemowit BUJKO,

foto: autor

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *