Po wzajemnych konfrontacjach czołowej trójki I ligi o awansie do Ekstraklasy (lub o jego braku) zadecydują mecze z teoretycznie słabszymi rywalami. Nie można ich jednak lekceważyć i do każdego meczu należy podejść z pełnym zaangażowaniem i koncentracją.

W meczach z rywalami do awansu Arka uzbierała 4 punkty, za zwycięstwo i remis, podobnie, jak prowadzący PGE GKS Bełchatów. Ostatni z meczów pomiędzy pretendentami zakończył się remisem 1:1. Z przebiegu gry należy ten remis uznać za sukces, chociaż kilka innych decyzji sędziego w kontrowersyjnych sytuacjach mogło sprawić, że rezultat tego spotkania byłby inny.

Zaczęło się dla żółto-niebieskich fatalnie. Już bowiem w 5 minucie goście cieszyli się z bramki. W środku pola stracił piłkę kapitan gdyńskiej jedenastki, Tomasz Jarzębowski. Łukasz Wroński, który mu ją odebrał uruchomił Michała Maka. Ten przebiegł środkiem boiska jakieś 30 m, po czym między dwoma obrońcami Arki (zdjęcie obok) idealnie w tempo podał do swego brata Mateusza, który złapawszy na wykroku Michała Szromnika posłał piłkę pomiędzy jego nogami do siatki. Gospodarze przeżyli szok i niewiele brakowało, a przyjezdni podwyższyliby prowadzenie, na szczęście w 7 i 13 minucie spudłowali Michał Renusz i Michał Mak.

Miejscowi szybko się otrząsnęli i już 18 minucie Jarzębowski rehabilituje się za stratę z 5 minuty pięknym podaniem na ok. 40 m do Bartosza Ślusarskiego, ten zgrał piłkę do Pawła Wojowskiego, który zszedł do środka, a następnie potężnie uderzył prawą nogą tuż przy słupku, nie dając Arkadiuszowi Malarzowi żadnych szans na interwencję (zdjęcie górne). Była to pierwsza bramka tego piłkarza w barwach Arki. Sześć minut później Ślusarski wyszedł do podania w pole karne, zdążył trącić piłkę, po czym został powalony przez Malarza. Sędzia jednak na „wapno” nie wskazał.

Po przerwie Arka ruszyła do zdecydowanych ataków, goście ograniczali się do długich podań. Po jednym z nich otrzymanym bezpośrednio od bramkarza Wroński przebiegł kilkadziesiąt metrów nie atakowany przez nikogo i z dwudziestu kilku metrów strzelił obok bramki.

W 68 minucie Adrian Budka, który zmienił strzelca bramki – Wojowskiego, wyszedł na czystą pozycję i gdyby po starciu z Szymonem Sawalą przewrócił się, bełchatowianin niewątpliwie ujrzałby czerwony kartonik. Piłkarz Arki utrzymał się jednak na nogach i zszedł z piłką w stronę skrzydła, czym umożliwił rywalowi skuteczną interwencję i oddał niecelny strzał.

Pomimo przewagi w drugiej połowie Arce nie udało się już zmienić wyniku i obie drużyny podzieliły się punktami. Remis nie krzywdzi żadnej z drużyn i powoduje zachowanie przez Arkę dystansu 5 punktów do bełchatowskiego lidera. Żółto-niebiescy zajmują trzecią pozycję, mając dodatkowo punkt straty do Górnika Łęczna, który w niedzielę zagra u siebie z broniącym się przed spadkiem ROW-em Rybnik

Szkoda, że negatywnym bohaterem tego dobrego spotkania stał się arbiter, który swoimi kontrowersyjnymi i często niezrozumiałymi decyzjami zepsuł ponad sześciu tysiącom kibiców przyjemność z jego oglądania, a w grę zawodników obu drużyn wprowadzał niepotrzebną nerwowość. Duże pretensje o to miał na pomeczowej konferencji trener Paweł Sikora.

Na trybunach stadionu zasiadł m.in. przywitany rzęsistymi brawami Jacek Pietrzykowski, zmagający się z  poważną chorobą, dla którego niedawno zorganizowano akcję poszukiwania dawcy szpiku. Wraz z byłymi kolegami z drużyny dopingował swoich następców.

 

Kamil Kiereś (trener PGE GKS): – Zdawaliśmy sobie sprawę jaki ciężar gatunkowy ma to spotkanie. Wiedzieliśmy, że jedziemy na trudny teren, do zespołu grającego u siebie dobre mecze, ale jechaliśmy z zamiarem zdobycia trzech punktów. Nie jesteśmy do końca zadowoleni z remisu, ale musimy szanować ten punkt. Musimy skupić się na najbliższym spotkaniach bo to one zadecydują o tym kto awansuje. Mecz ułożył się tak, jak chcieliśmy, to Arka musiała się otworzyć. Bramkę straciliśmy po naszym błędzie. Zarówno GKS jak i Arka mogły się pokusić żeby to spotkanie wygrać.

Paweł Sikora (trener Arki): – Spotkały się dwa zespoły, najlepiej grające w piłkę w 1 lidze. W obu grają zarówno doświadczeni jak i młodzi zawodnicy. Goście zaskoczyli nas od razu po naszym błędzie, po stracie piłki w środkowej części boiska. Ani jedna ani druga drużyna nie miała aż tak klarownych sytuacji, a było wiadomo że nadarzy się jedna może dwie i trzeba będzie je wykorzystać. Jestem zadowolony z gry swoich zawodników, chcieliśmy za wszelką cenę zdobyć 3 punkty, ale przeciwnik postawił ciężkie warunki. Uważam, że jedyna osoba, która się nie dostosowała do poziomu zawodów, to… wiadomo kto. Na mecze o takiej randze powinni być wyznaczani sędziowie reprezentujący najwyższy poziom.

 

Arka Gdynia – PGE GKS Bełchatów 1:1 (1:1)
0:1 – Mateusz Mak 5′
1:1 – Paweł Wojowski 18′

Składy:
Arka Gdynia: Michał Szromnik – Mateusz Cichocki, Krzysztof Sobieraj, Kamil Juraszek, Marcin Radzewicz, Tomasz Jarzębowski (74′ Arkadiusz Aleksander), Michał Rzuchowski, Piotr Tomasik, Paweł Wojowski (63′ Adrian Budka), Mateusz Szwoch, Bartosz Ślusarski (90+2′ Michał Szubert).

PGE GKS Bełchatów: Arkadiusz Malarz – Adrian Basta, Paweł Baranowski, Szymon Sawala, Alexis Norambuena, Mateusz Mak, Damian Szymański, Grzegorz Baran, Michał Renusz (90′ Marcin Flis), Michał Mak (90+2′ Hristijan Kirovski), Łukasz Wroński (75′ Daniils Turkovs).

Żółte kartki: Ślusarski (Arka) oraz Basta, Baranowski (PGE GKS).

 

Sędzia: Piotr Lasyk (Bytom).

 

Widzów: 6328.

 

Ziemowit BUJKO,

foto: autor

 

Post Scriptum:

Ku przestrodze!!!

W meczu rozegranym w niedzielę Górnik Łęczna przegrał na własnym boisku z Energetykiem ROW Rybnik 1:2 i ma jeden punkt przewagi nad Arką. Żółto-niebiescy najbliższe spotkanie rozegrają 3 maja w… Rybniku.

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *