Pierwsza połowa nie zachwyciła, Arka biła głową w mur, a goście od początku grający na 0:0 sporadycznie kontratakowali i liczyli na stałe fragmenty gry. Najgroźniejsza akcja w tej części meczu miała miejsce w 35 minucie, kiedy po rozegraniu piłki pomiędzy Mateuszem Szwochem, a Bartoszem Ślusarskim,Paweł Wojowski znalazł się siedem metrów przed Sergiuszem Prusakiem i trafił w niego. Z kolei najbliższy zdobycia gola dla gości był w 41 minucie… Tomasz Jarzębowski po dośrodkowaniu z rzutu rożnego.

W drugiej połowie było wszystko, co jest solą futbolu: piękne akcje, bramki, kartki i… dramatyczna końcówka. Miejscowi ruszyli do zdecydowanych ataków, w których brylował głównie Piotr Tomasik. W 54 minucie po szarży prawym skrzydłem dośrodkował w pole karne, gdzie piłkę głową przedłużył Michał Rzuchowski, a Ślusarski padając, końcem buta skierował ją do siatki Prusaka.

Pięć minut później Wojowski powinien strzelić druga bramkę, ale… w sytuacji sam na sam trafił w… Prusaka. Drugi gol dla Arki wisiał jednak w powietrzu i w 64 minucie wreszcie się zmaterializował. W polu karnym Patrik Mraz sfaulował z tyłu wychodzącego na czystą pozycję Tomasika. Obejrzał za to czerwony kartonik, a egzekucji dopełnił oczywiście, bezbłędny ostatnio w takich sytuacjach Mateusz Szwoch.

Po drugiej bramce żółto-niebiescy nie spuścili z tonu i stworzyli kilka kolejnych okazji do podwyższenia wyniku. W 72 minucie powinni byli otrzymać drugi rzut karny po ewidentnym zagraniu ręką przez Zawistowskiego. Sędzia jednak tego nie zauważył. W 77 minucie najpiękniejszą akcję meczu wykonał Szwoch, który dostał piłkę w narożniku pola karnego tyłem do bramki, odwrócił się z rywalem na plecach i uderzył minimalnie nad „okienkiem”.

Wydawało się, że Arka spokojnie „dowiezie” wynik do końca, o ile go jeszcze nie podwyższy, tymczasem Radosław Pruchnik, który zmienił po przerwie Jarzębowskiego postanowił dodać nieco dramaturgii. W 82 minucie za nakładkę na Julienie Tadrowskim w środku pola obejrzał żółtą kartkę, a minutę później powtórzył swój „wyczyn”, za co Marcin Borski usunął go z boiska, pokazując mu od razu „czerwień”. Wyrównanie sił stworzyło niepotrzebną nerwowość w poczynaniach gdynian, co skwapliwie wykorzystali Arkadiusz Woźniak Nikolajs Kozacuks. W 87 minucie „rozklepali” obronę Arki i ten ostatni umieścił piłkę pomiędzy słupkiem, a zaskoczonym Michałem Szromnikiem. Dodatkowo arbiter przedłużył spotkanie o 5 minut, co sprawiło, że wynik ważył się do samego końca. W ostatniej akcji pod bramką gdynian pojawił się nawet Prusak, ale arkowcom udało się obronić korzystny rezultat. Chwilę wcześniej znakomitą sytuację zmarnował Arkadiusz Aleksander.

Futbol nie jest sprawiedliwy, ale gdyby gościom udało się wyrównać, to byłaby to krzywda dla miejscowych. O przewadze piłkarzy Arki niech świadczą choćby pomeczowe statystyki. Strzelali oni aż 15 razy w tym meczu, w większości w światło bramki, tymczasem łęcznianie uderzali trzykrotnie mniej, w tym trzy razy celnie. 

Po meczu powiedzieli: 

Jurij Szatałow (trener Górnika Łęczna): – Na pewno Arka była dzisiaj lepsza od nas. Na pewno. Nie ma tutaj dyskusji. Stworzyła bardzo dużo sytuacji podbramkowych. Jak zaczęliśmy grać w „10” to zaczęła nam się kleić gra. Trochę dziwne to jest. Gratuluję gospodarzom zwycięstwa. 

Obecnie my mamy problem mentalny. Niektórzy nie wytrzymują presji, choć w zasadzie tej presji ani z mojej strony czy też ze strony klubu nie ma. Umiejętności też piłkarzom nie brakuje. Brakuje nam tej twardej i raczej „chłodnej” głowy.

 

Paweł Sikora (trener Arki Gdynia): – Chyba to był nasz najlepszy mecz, jeśli chodzi o sposób prowadzenia gry i o sposób prowadzenia ataku pozycyjnego. Uważam, że powinniśmy zdobyć więcej bramek, bo mieliśmy ku temu sytuacje np. Wojowski, Ślusarski. Szkoda, że tego nie strzeliliśmy. Złapaliśmy też czerwoną kartę i zaczęło się trochę nerwowości w naszej grze. Przeciwnik był zdeterminowany. Dziękuję zawodnikom za zaangażowanie, za skuteczność i dyscyplinę taktyczną, a kibicom za doping. To jest zawsze tutaj nasz 12 zawodnik. 

Zostało jeszcze 8 meczów. Dużo punktów można zyskać, ale też i dużo punktów można stracić, tak, że trzeba mieć naprawdę „chłodną głowę” i pokorę do piłki, bo piłka pokazała nie raz, że potrafi zaskakiwać. A zwłaszcza w pierwszej lidze. Jest jeszcze bardzo dużo kolejek i wszystko się może zdarzyć.

 

Już w sobotę, 26 kwietnia o 14.45 kolejny niezwykle ważny mecz dla Arki. Żółto-niebiescy podejmą w Gdyni lidera tabeli, GKS Bełchatów, który pokonali jesienią w „jaskini lwa” 1:0. Zapraszamy wszystkich sympatyków (i nie tylko) gdyńskiego zespołu do przyjścia na stadion. Wierzymy, że podobnie jak w środowy wieczór, także w sobotnie popołudnie, żywiołowy doping doda naszym piłkarzom skrzydeł.

 

Arka Gdynia – Górnik Łęczna 2:1 (0:0)

1:0 – Bartosz Ślusarski 54′
2:0 – Mateusz Szwoch (k.) 64′
2:1 – Nikolajs Kozacuks 87′ 

Składy:
Arka Gdynia:
 Michał Szromnik – Mateusz Cichocki, Kamil Juraszek, Krzysztof Sobieraj (81′ Adrian Budka), Marcin Radzewicz, Michał Rzuchowski (75′ Arkadiusz Aleksander), Tomasz Jarzębowski (70′ Radosław Pruchnik), Paweł Wojowski, Mateusz Szwoch, Piotr Tomasik, Bartosz Ślusarski.

Górnik Łęczna: Sergiusz Prusak – Paweł Sasin, Maciej Szmatiuk, Marcin Kalkowski, Patrik Mraz, Julien Tadrowski (89′ Bartosz Kwiecień), Paweł Zawistowski, Grzegorz Bonin (78′ Nikolajs Kozacuks), Tomasz Nowak, Sebastian Szałachowski (57′ Bartłomiej Niedziela), Arkadiusz Woźniak.

 

Żółte kartki: Kalkowski, Tadrowski, Zawistowski (Górnik) oraz Tomasik, Rzuchowski, Pruchnik (Arka)

 

Czerwone kartki: Patrik Mraz 63′ – za faul (Górnik) i Radosław Pruchnik 83′ – za faul (Arka).

 

Sędzia: Marcin Borski (Warszawa).

 

Widzów: 4782

 

Ziemowit BUJKO,

Foto: autor

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *