Żółto-niebiescy rozegrali chyba najlepszy mecz wiosną, ale zabrakło szczęścia. Zabrakło tego, co jest solą futbolu, czyli bramek.

Mecz rozpoczął się dwoma miłymi akcentami. Najpierw spiker poinformował, że 30 urodziny obchodzi Marcus da Silva. Niestety Brazylijczyk nie mógł świętować na boisku, ponieważ po pucharowym meczu w Legnicy ma unieruchomioną nogę i porusza się o kulach.

Przed pierwszym gwizdkiem sędziego lider „Górki” zarządził minutę ciszy, po czym kibice wznieśli w górę białe i czarne kartony. W ten sposób uczczono pamięć Mariusza Bartnickiego, który przed 11 laty zginął od ciosu nożem zadanego przez kibica Wisły Kraków podczas meczu Arki we Wrocławiu z tamtejszym Śląskiem.

Mecz niespodziewanie zaczął się od ataków gości, którzy przeprowadzili kilka szybkich akcji czym nieco zaskoczyli gdynian. W 10 minucie minimalnie niecelnie główkował Fabian Fałowski. Arkowcy jednak otrząsnęli się z tego zaskoczenia i powoli zaczęli przejmować inicjatywę. Dobrze jednak grała obrona górali, a gdy już dochodziło do strzału, twierdzą nie do przejścia dla zawodników Arki był Marcin Cabaj. Dobrze spisywał się zarówno w sytuacjach sam na sam, jak w 37 minucie z Piotrem Tomasikiem (zdjęcie górne), jak i przy strzałach z dalszej odległości (45 minuta, strzał Arkadiusza Aleksandera).

Po przerwie Arka praktycznie nie schodziła z połowy rywala, ale brakowało tego ostatniego podania. Ponadto napastnicy gdyńskiego zespołu chyba jeszcze odczuwali zmęczenie 120 minutami wybieganymi w Legnicy. Nie dochodzili do podań, albo tracili piłkę w pojedynkach z obrońcami Sandecji, zanim zdołali doprowadzić do pozycji strzeleckiej. W sytuacji nieustannego oblężenia bramki przeciwnika łatwo było o dekoncentrację i pod koniec spotkania Arka „wróciła z dalekiej podróży”, kiedy to Łukasz Grzeszczyk i Adrian Frańczak minimalnie chybili.

Remis nie krzywdzi żadnej z drużyn, chociaż biało-czarni ograniczali się, zwłaszcza w drugiej połowie do wybijania piłki, a także „kradzenia czasu”, co zaowocowało w 88 minucie żółtą kartką dla Cabaja. Tak więc seria wiosennych zwycięstw Arki (podobnie jak Bayernu Monachium) została w sobotę zatrzymana. Niedosyt pozostał, bo można było zbliżyć się do lidera, który też stracił dziś punkty, niemniej jednak dorobek 10 oczek w 4 meczach to znacznie więcej, niż oczekiwano.

Następny mecz Arka rozegra za tydzień w Brzesku z Okocimskim, z którym jesienią u siebie przegrała. Miejmy nadzieję, że zrewanżuje się piwoszom. A trzy dni później w Lubinie pierwszy półfinał Pucharu Polski.

A oto komentarz po meczu Bartosza Ślusarskiego i Mateusza Szwocha: {mp3}Slusarz i Szwoch{/mp3}

 

Arka Gdynia – Sandecja Nowy Sącz 0:0

Składy:

Arka Gdynia: Jakub Miszczuk – Sławomir Cienciała (81′ Paweł Wojowski), Krzysztof Sobieraj, Mateusz Cichocki, Marcin Radzewicz, Adrian Budka, Michał Rzuchowski (52′ Radosław Pruchnik), Mateusz Szwoch, Piotr Tomasik, Bartosz Ślusarski, Arkadiusz Aleksander.

Sandecja Nowy Sącz: Marcin Cabaj – Marcin Makuch, Robert Cicman, Mateusz Bartków, Adam Mójta, Maciej Bębenek (82′ Kamil Słaby), Łukasz Grzeszczyk, Matej Nather, Tomasz Margol (76′ Maciej Górski), Adrian Frańczak, Fabian Fałowski (90′ Pablo Gomez).

Żółte kartki: Łukasz Grzeszczyk, Marcin Cabaj (Sandecja) oraz Mateusz Szwoch, Krzysztof Sobieraj (Arka).

Sędzia: Wojciech Krztoń (Olsztyn).

Ziemowit BUJKO,

Foto: autor

 

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.