Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Sport News
Gdzie ci chłopcy z Ligi Mistrzów?! - sobota, 23, marzec 2019 20:46
Koniec pięknego snu... MH Automatyki - środa, 06, marzec 2019 21:05
Po falstarcie Bałtyk wygrywa! - sobota, 16, marzec 2019 19:45
Klęska Arki w Sopocie na inaugurację sezonu! - sobota, 16, marzec 2019 20:56
Stal za twarda dla Arki! - niedziela, 17, marzec 2019 18:13

REDAKCJA POLECA

Ratunku!!!

Foto: archiwum

Co się dzieje z gdyńską piłką ręczną? To pytanie zadają sobie kibice piłki ręcznej w Gdyni, ale także zapewne zawodnicy, sztab szkoleniowy i władze gdyńskiego klubu.

Dwuletnia przygoda w PGNiG Superlidze dobiega końca, degradacja jest nieuchronna. Ubiegłoroczna katastrofa i upadek Vistalu (GTPR), niedawnego przecież mistrza Polski i postawa męskiej drużyny Arki (Spójni) zdają się potwierdzać, że w Gdyni chyba nie ma klimatu dla piłki ręcznej. Frekwencja na poziomie 200-300 osób na meczach wyraźnie na to wskazuje.

Z jednej strony szkoda zapału kilku, czy kilkudziesięciu pasjonatów, jak np. Andrzej Hinc, którzy wkładają mnóstwo serca w organizację klubu, w szkolenie i w grę. Z drugiej jednak nasuwa się pytanie: czy warto dla realizacji ambicji kilkudziesięciu osób wyrzucać „w błoto” z miejskiej kasy tysiące złotych, które mogłyby wzmocnić np. szkolenie młodzieży?

Projekt „Vistal” zawalił się, bo zbankrutował główny sponsor. „Spójnia”, mimo zmiany szyldu na „Arka” nadal nie może nabrać wiatru w żagle i idzie na dno. Kasa miejska jest ograniczona, a poważnych sponsorów na horyzoncie nie widać. Kibice też nie są w stanie wypełnić trybun w hali Gdynia Arena. Nie przyciągają ich nawet mecze z udziałem polskich i światowych gwiazd tego sportu, grających w czołowych klubach. Arka uniknęła spadku w roku ubiegłym tylko dlatego, że wskutek reorganizacji rozgrywek spadków nie było. Przez rok jednak niewiele się zmieniło. Nie udało się pozyskać sponsorów, a z drużyny odeszli najlepsi i najdrożsi zawodnicy, których klub nie był w stanie utrzymać.

Wydaje się, że sytuacja gdyńskich klubów jest w dużej mierze pokłosiem sukcesów piłkarskiej Arki. Ukochany klub gdynian i gdyńskich władz, który święci swoje 90 lecie w ostatnich latach odniósł największe, wręcz historyczne zwycięstwa. Po raz drugi w 2017 roku, po 38 latach zdobył Puchar Polski, a w rok później znalazł się w finale tych rozgrywek. Dwa razy z rzędu wygrał Superpuchar Polski. Po raz drugi w historii zaistniał w europejskich rozgrywkach pucharowych. Nic dziwnego, że skupił na sobie uwagę i miłość kibiców i sponsorów, którym już zabrakło serca, a może pieniędzy, chęci czy czasu dla innych gdyńskich klubów.

Koszykówka trzyma się tylko dlatego, że zarówno żeński, jak i męski zespół mają jeszcze możnych protektorów, choć trybuny, zwłaszcza na meczach kobiet świecą pustkami. A przecież wystarczy przypomnieć jak hala GCS trzeszczała w szwach podczas spotkań koszykarek Lotosu, czy też ilu kibiców wypełniło gdyńską Arenę w dniu jej otwarcia, gdy rywalem gdynianek był słynny Fenerbahce Stambuł.

Nie chcę być złym prorokiem, ale na naszych oczach upada kolejna niedawna gdyńska potęga. A przecież Rugby Club Arka Gdynia podobnie, jak Vistal jeszcze niedawno świętował czwarty tytuł mistrza Polski. Co zostało z dawnej potęgi? Niemal rzutem na taśmę wygrana walka o utrzymanie w Ekstralidze.

Niebawem będziemy świętować kolejną galę sportu. Wręczone zostaną statuetki, medale, nagrody. Wyróżnieni zostaną też sponsorzy. Może więc przebije się do ich świadomości ten apel, by swoja uwagę skupiali nie głównie na piłkarzach Arki. Owszem, zapewne miło jest się ogrzać w blasku sukcesów, które teraz ten zespół święci. Lepiej smakuje jednak gdy podniesie się coś z niebytu i do sukcesu doprowadzi. Basket Gdynia jeszcze niedawno sportowo spadł z ligi. Na szczęście wskutek jej powiększenia zagrał w kolejnym sezonie. Przejął go wtedy prezes Bogusław Witkowski. Włożył serce, wyłożył pieniądze, zreorganizował klub. I oto dziś gdyńskie koszykarki znów będą się bić o miano najlepszych w kraju, mając szansę nawiązania do fantastycznych sukcesów swoich poprzedniczek. Czy inne gdyńskie kluby nie mogłyby znaleźć swoich „Witkowskich”?

Ostatnio głośno mówi się i pisze o ratowaniu Wisły Kraków. Zaangażowało się w to praktycznie całe środowisko sportowe tego miasta, a i nie tylko. Gdy dwa lata temu wycofał się główny sponsor siatkarzy gdańskiego Trefla spontaniczna zbiórka pieniędzy dzięki ogromnemu zaangażowaniu m.in. kibiców spowodowała, że klub nie tylko utrzymał licencję na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale też zdobył Puchar Polski.

Czy gdyńskie kluby nie zasługują na „drugie życie”? „Vistalu” już pewnie nie da się wskrzesić, ale dla RC Arki, Spójni” oraz innych być może jeszcze nie jest za późno.

 

Ziemowit BUJKO

 

Kibicujemy tym wydarzeniom:

 

  

 

 

Najnowsze



Odwiedza nas

Odwiedza nas 239 gości oraz 0 użytkowników.

Najczęściej czytane