Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Zenit był do pokonania, szkoda! Wyróżniony

Zenit był do pokonania, szkoda! Foto: Ziemowit BUJKO

Dwa „koła ratunkowe” podane rosyjskiej ekipie przez gdańszczan sprawiły, że nie oni, a ich rywale cieszyli się po ostatniej piłce tie breaka.

W trzecim secie drużyna z Trójmiasta prowadziła już 14:6, by dać się kazańczykom dogonić i w końcówce ograć. Gdańskie lwy nie załamały się jednak i w dramatycznych okolicznościach doprowadzili do tie breaka, w którym również prowadzili 10:6, a potem 11:8, by ostatecznie po dwóch asach serwisowych Earvina N'Gapetha ulec Zenitowi 13:15, a w całym spotkaniu 2:3.

Zawodnicy charyzmatycznego Władimira Alekno byli zdecydowanym faworytem tego meczu. W meczach fazy grupowej stracili zaledwie cztery sety. Są także faworytami całych rozgrywek siatkarskiej Ligi Mistrzów. Sześciokrotnie ją zresztą wygrywali. W 2016 roku na ich drodze po triumf w tych rozgrywkach stanął także zespół z Gdańska, wówczas w ERGO Arenie było 1:3, a w rewanżu w Kazaniu 0:3.

- Nie mogę zagwarantować wyniku, ale obiecuję że będziemy walczyć i spróbujemy zaskoczyć. Zawsze jestem mega-optymistą i wierzę, że możemy wygrać 3:0 lub 3:1 nawet z Zenitem Kazań. Oczywiście wiem, kim są przeciwnicy, ale w historii siatkówki było tyle niespodzianek, więc dlaczego nie mielibyśmy zrobić tego tym razem ? - mówił przed meczem Maciej Muzaj, atakujący Trefla.

Gdańszczanie dwa dni temu rozegrali pięciosetowy, wyczerpujący mecz przeciwko PGE Skrze Bełchatów. Tak naprawdę dla nich mecz „o nic”. Stracili bowiem już wcześniej szanse na awans do czołowej „szóstki” PLUS Ligi. Bełchatowianie grali właśnie o ten awans. Siatkarze z Gdańska zagrali jednak sportowo, utrudnili, jak tylko mogli zwycięstwo zawodnikom Skry, ulegając dopiero po pięciu setach. Zdobyli zresztą więcej punktów niż przeciwnicy. Należał im się za to szacunek, że nie odpuścili, mimo iż dwa dni później czekała ich batalia z jednym z najlepszych zespołów świata. Siatkarze Zenita oglądali zresztą dwa pierwsze sety tej konfrontacji, które wygrała PGE Skra.

W pierwszym secie środowego starcia różnica klas między obydwoma zespołami była aż nadto widoczna, gdy Rosjanie prowadzili 11:3, a potem 19:10 i 24:14. Przez cały czas przyjezdni dominowali i zanosiło się pogrom. W samej końcówce gdańszczanom jednak udało się zdobyć pięć punktów z rzędu i dociągnąć do 19.

Dobra końcówka pierwszej partii był zapowiedzią postawy miejscowych w drugiej. Gdańskie Lwy od początku prowadzili, a przybysze zza wschodniej granicy gonili wynik. Przewaga miejscowych wynosiła już 3 oczka (9:6), ale zawodnicy trenera Alekno doprowadzili do remisu 12:12. Wówczas szala zaczęła się przechylać na ich stronę. Uzyskali nawet 3 oczka przewagi, ale polski zespół nie pozwalał na powiększenie dystansu. Na 22 udało się z kolei miejscowym wyrównać. Jeszcze Rosjanie wygrali jedną piłkę, ale od stanu 23:23 dwie następne padły nieoczekiwanie łupem Trefla (25:23)

Odsłona trzecia miała zgoła kuriozalny przebieg. Po początkowej grze punkt za punkt zawodnicy Andrei Anastasiego zaczęli zyskiwać przewagę. Zdobyli siedem punktów z rzędu (14:6). Zawodnicy z Kazania, mimo iż czasem górę brały nerwy, nie stracili rezonu i w dwóch seriach zbliżyli się do rywali na punkt (16:15). Po krótkim okresie wyrównanej gry zaatakowali i najpierw wyrównali, a chwilę później odskoczyli na 22:24. Zawodnikom Trefla udało się obronić jedną piłkę setową, ale wobec drugiej byli bezradni (23:25).

Wydawało się, że Zenit spokojnie wygra ten mecz 3:1, ponieważ w czwartym akcie rozpoczęli z impetem osiągając trzypunktowe prowadzenie (7:10, 10:13). Miejscowi starali się trzymać dystans, by w odpowiednim momencie zaatakować. Udało im się doprowadzić do remisu. Przez jakiś czas prowadzenie przechodziło z rąk do rąk, aż wreszcie na tablicy pokazał się remis 22:22. następna piłka padła łupem sześciokrotnych triumfatorów Ligi Mistrzów, ale trzy kolejne wygrali gdańszczanie i ku radości prawie pięciu tysięcy kibiców doprowadzili do piątej partii.

Będący „w gazie” siatkarze Trefla rozpoczęli mocno i od początku narzucili gościom swoje warunki. Strony zespoły zmieniły przy wyniku 8:5 dla gospodarzy, który wygrali również pierwszą piłkę po zmianie (9:5). Wydawało się, że nic im nie odbierze zwycięstwa. Tymczasem siatkówka potraf być przewrotna. Przy stanie 12:10 dla miejscowych w pole serwisowe wszedł wspomniany N'Gapeth, który grał już przeciwko gdańszczanom w roku 2016, gdy był zawodnikiem włoskiej Modeny. Włoski zespół przegrał wówczas w Gdynia Arena 2:3. Francuz okazał się tym razem bezlitosny dla Trefla. W newralgicznym momencie tie breaka posłał dwa asy, a przy jego serwisie Kazań wygrał cztery kolejne piłki i zrobiło się 12:14. Tego już rutynowani zawodnicy z Rosji nie mogli odpuścić. Jeszcze trefl urwał im punkt, ale ostatnie słowo należało do naszpikowanego gwiazdami mistrza Rosji. Zenit wygrał 15:13 i cały mecz 3:2. To spora zaliczka przed rewanżem w Kazaniu. MVP meczu został amerykański przyjmujący Matthew Anderson, który zanotował 29% perfekcyjnego przyjęcia, dołożył do tego 4 asy, a łącznie uzyskał 19 punktów. Dla Trefla 27 punktów zdobył niezniszczalny Maciej Muzaj, który miał 63% skuteczność w ataku.

 

Powiedzieli po meczu:

Andrea Anastasi, trener Trefla Gdańsk: - Przed meczem powiedziałem, że będzie to bitwa pomiędzy Cinquecento, a Ferrari, ale jeżdżę Fiatem Abarth i dzisiaj byliśmy tak zwinni, jak mój mały sportowy samochód. Jestem niezwykle dumny z mojego zespolu. Kiedy walczymy w ten sposób przed naszą publicznością, dajemy jej wspaniały spektakl. W tym sezonie mieliśmy wiele porażek, ale po dzisiejszym meczu mogę powiedzieć, że jestem bardo dumny z moich zawodników. Walczyliśmy o każdą piłkę, staraliśmy się jak najlepiej, szczerze mówiąc, dzisiaj Zenit był lepszy od nas tylko dzięki swojej grze serwisowej. 

Ruben Schott (Trefl Gdańsk): - Mogliśmy dzisiaj wygrać, do końca było naprawdę bardzo blisko. Jestem niezmiernie szczęśliwy, ponieważ graliśmy bardzo dobrze. Myślę, że jak dotąd był to nasz najlepszy mecz w Lidze Mistrzów. Mam nadzieję, że będziemy nadal grać w ten sposób i możemy coś osiągnąć w Kazaniu

 

Trefl Gdańsk – Zenit Kazań 2:3 (19:25, 25:23, 23:25, 25:23, 13:15)

 

Trefl: Schott 13, Nowakowski 12, Muzaj 27, Mijailović 5, Niemiec 13, Kozłowski 2, Olenderek (L), Jakubiszak, Janusz, Hebda, Sasak.

Trener: Andrea Anastasi

 

Zenit: Samojlenko 5, Michajłow 27, N'Gapeth 15, Wolwicz 14, Butko 1, Anderson 19, Krotkow (L), Werbow (L), Surmaczewskij, Aleksiejew.

Trener: Władimir Alekno

 

Sędziowie: E. Zulfugarow (AZE), B. Marklej (SLO)

 

MVP meczu: Matthew Anderson (Zenit)

 

Widzów: 4850

Czytany 5944 razy
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Dział: Trefl Gdańsk
Ziemowit Bujko

tel. 606 924 771  

Kibicujemy tym wydarzeniom:

  

 

Najnowsze



Odwiedza nas

Odwiedza nas 184 gości oraz 0 użytkowników.

Najczęściej czytane